Boże Ciało w mieście, kiedy pół Wrocławia wyjechało
Piszę to w czwartek rano, w Boże Ciało. Za oknem cisza, jakiej na Krzykach nie ma przez resztę roku. Przed nami cztery dni wolnego w mieście, które nagle zrobiło się puste. Oto jak zamierzamy je wykorzystać.
Pisze Kasia
Jest czwartek, wpół do ósmej rano. Normalnie o tej porze pod naszym blokiem stoi sznur aut w stronę Powstańców Śląskich, ktoś trąbi, tramwaje jadą pełne. Dziś słychać ptaki. Pół osiedla wyjechało w środę po pracy, drugie pół śpi. Hania już nie śpi, bo Hania nigdy nie śpi w dni wolne.
Boże Ciało w 2026 roku wypada 4 czerwca, w czwartek. Kto mógł, wziął wolny piątek i ma cztery dni. Wielu naszych znajomych jest w górach albo nad morzem. My zostajemy, trochę z wyboru, trochę z rozsądku: w zeszłym roku staliśmy trzy godziny w korku w drodze w Sudety i obiecaliśmy sobie, że więcej nie.
Czwartek: święto i spokój
Dzień Bożego Ciała to we Wrocławiu przede wszystkim procesje. Przechodzą ulicami przy kościołach we wszystkich dzielnicach, rano i przed południem. Dla jednych to ważna część święta, dla innych po prostu zmiana w ruchu: niektóre ulice są na chwilę zamknięte, a tramwaje i autobusy mogą jechać objazdami. Jeśli wybieracie się gdzieś rano, sprawdźcie komunikaty przewoźnika, zanim wyjdziecie na przystanek.
Pamiętajcie też, że to dzień ustawowo wolny od pracy, więc sklepy są zamknięte. W środę wieczorem w naszym markecie na Krzykach była kolejka jak przed świętami Bożego Narodzenia. Ja zrobiłam zakupy we wtorek i czułam się z tym bardzo dorośle.
Dla nas czwartek to dzień bez planu. Śniadanie na balkonie, spacer do Parku Południowego, który o dziewiątej rano w święto jest prawie pusty, i drzemka. Hania dostała na placu zabaw całą zjeżdżalnię dla siebie i zjechała z niej chyba czterdzieści razy. Nikt nie czekał w kolejce.
Piątek: rower wzdłuż Odry
Piątek to dzień, na który czekam najbardziej. Miasto jest wciąż pół puste, a sklepy i lokale otwarte. Idealne warunki na rower.
Wrocław ma sporo tras rowerowych wzdłuż rzek i wałów przeciwpowodziowych. Nasza ulubiona prowadzi wzdłuż Odry na wschód, w stronę Wielkiej Wyspy i dalej, gdzie miasto robi się zielone, prawie wiejskie. Są odcinki po wałach, z widokiem na łąki i rzekę, i odcinki pod drzewami, gdzie w czerwcu jest przyjemny cień.
Jeździmy z Hanią w foteliku na rowerze Pawła. Mój rower wiezie koc, wodę i kanapki. Plan jest zawsze ten sam: jedziemy godzinę w jedną stronę, rozkładamy koc na trawie przy wale, jemy, wracamy. W zwykły weekend na tych ścieżkach bywa tłoczno, bo połowa Wrocławia ma ten sam pomysł. W długi weekend jest luźno i można jechać obok siebie, rozmawiając.
Uwaga praktyczna: w czerwcu przy rzece jest dużo komarów, zwłaszcza pod wieczór i w zacienionych miejscach. Środek na komary w torbie to nie przesada.

Sobota: rododendrony w Wojsławicach
W sobotę wyjeżdżamy z miasta, ale tylko na pół dnia. Około godziny jazdy od Wrocławia, pod Niemczą, jest Arboretum w Wojsławicach. To ogród należący do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Wrocławskiego, słynący z bogatej kolekcji rododendronów i azalii. Przełom maja i czerwca to czas, kiedy kwitną najpiękniej.
Byliśmy tam dwa lata temu, kiedy Hania miała półtora roku, i od tamtej pory co roku planujemy powrót. Ogród jest duży, z łagodnymi alejkami, stawami i ławkami. Dla dziecka to przestrzeń do biegania, dla nas morze kolorów, jakiego nie widziałam nigdzie indziej na Dolnym Śląsku. Arboretum jest czynne sezonowo i biletowane, więc przed wyjazdem sprawdzamy godziny otwarcia.
Wyjeżdżamy rano, wracamy na obiad. Drogi w stronę Niemczy w długi weekend są dużo spokojniejsze niż te prowadzące w góry, bo większość ludzi jedzie dalej.
Niedziela: miasto dla siebie
Niedziela to dzień, w którym wracamy do centrum. Nie dlatego, że jest tam coś szczególnego, tylko dlatego, że w długi weekend centrum wygląda inaczej. Mniej samochodów, mniej pośpiechu, więcej miejsca na chodnikach.
Rano idziemy na Rynek, bo Hania chce pokazać babci przez wideorozmowę krasnale, które znalazła w majówkę. O majówkowym planie pisał Paweł w tekście o trzech dniach we Wrocławiu bez wyjazdu i część tego planu powtarzamy, bo sprawdziła się idealnie. Tym razem dodajemy spacer nad Odrą i lody. W czerwcu lody są obowiązkowe.
Po południu wracamy na Krzyki. Wieczorem, gdy Hania śpi, siadamy na balkonie z herbatą i słuchamy, jak miasto powoli wraca. W niedzielę wieczorem słychać auta wracające z gór i znad morza. Za dwa dni znowu będzie korek pod blokiem.
Co jest otwarte, a co nie
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć, planując długi weekend w mieście:
- W czwartek sklepy są zamknięte. Zakupy zróbcie w środę albo wcześniej.
- Komunikacja miejska w święto jeździ według rozkładu świątecznego. Rzadziej niż zwykle.
- Muzea i atrakcje mają w święto różne godziny, niektóre są zamknięte. Sprawdzajcie przed wyjściem.
- Piątek, sobota i niedziela to już normalne dni, choć część małych lokali robi sobie przerwę razem z właścicielami.
Dlaczego lubię zostawać
Mam koleżanki, które nie rozumieją, jak można spędzić długi weekend w mieście. Rozumiem je, bo sama przez lata myślałam tak samo. Ale od kiedy mamy Hanię, każdy wyjazd to logistyka, pakowanie, noclegi i powrót w korku. Czasem warto. Czasem jednak lepiej zostać i zobaczyć miasto, w którym się mieszka, od strony, której zwykle nie widać.
Wrocław w długi weekend czerwcowy jest spokojny, zielony i nasz. Mniej ludzi w parkach, wolne ławki nad Odrą, puste ścieżki rowerowe. A w czwartek rano cisza, której nie da się kupić za żaden nocleg w górach.
Hania właśnie przyszła zapytać, czy już idziemy do parku. Idziemy.