Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Znicze i czerwone kwiaty na grobie wśród jesiennych liści

Wydarzenia 5 min czytania

Jak jedziemy na groby do Opola i wracamy przed zmrokiem

W tym roku 1 listopada wypada w niedzielę. Mamy w Opolu i pod Opolem dwa groby dziadków, dwie babcie, które czekają z obiadem, i trzylatkę, która po godzinie na cmentarzu ma dość. Od kilku lat jeździmy według jednego planu, który poprawiam co roku w arkuszu. Oto wersja na 2026.

Pisze Paweł

Przez pierwsze lata po przeprowadzce jeździliśmy do Opola tak, jak jeździ większość: rano pierwszego listopada, razem z połową Dolnego Śląska. Na A4 za Wrocławiem staliśmy, na zjeździe do Opola staliśmy, pod cmentarzem na Półwsi szukaliśmy miejsca do zaparkowania dłużej, niż trwała sama wizyta przy grobie. Do Wrocławia wracaliśmy po ciemku, w sznurze świateł, który zaczynał się chyba już pod Brzegiem.

Po trzecim takim roku otworzyłem nowy arkusz. Od tamtej pory ma kilka zakładek i co roku dopisuję w nim, co zadziałało. Z Hanią plan musiał się zmienić najmocniej, więc piszę, jak wygląda teraz.

Kogo odwiedzamy

Żeby była jasność, o jaką logistykę chodzi. W Opolu, na cmentarzu komunalnym na Półwsi, leżą dziadkowie Kasi. Moi dziadkowie są pochowani na małym cmentarzu we wsi pod Opolem, skąd pochodziła rodzina taty. Do tego dochodzi obiad, na który zaprasza w tym roku moja mama, a mama Kasi przychodzi z ciastem. Trzy punkty na mapie, dwa groby, dwie babcie i jedna trzylatka, która musi gdzieś zjeść, przespać się i nie zmarznąć.

Wyjazd dzień wcześniej

Najważniejsza zmiana w moim planie: nie jedziemy pierwszego listopada rano. Jedziemy dzień wcześniej, w sobotę 31 października, przed południem. W tym roku to proste, bo święto wypada w niedzielę, ale robiliśmy tak też w latach, kiedy wypadało w tygodniu, biorąc dzień urlopu.

Z mojego arkusza, z kilku ostatnich lat, wychodzi mniej więcej taki obraz ruchu na A4 między Wrocławiem a Opolem:

  • Dzień przed świętem, rano i do wczesnego popołudnia jedzie się zwykle płynnie. Ruch jest większy niż w zwykłą sobotę, ale bez zatorów.
  • Dzień przed świętem, po piętnastej zaczyna gęstnieć, bo ludzie wyjeżdżają po pracy. W tygodniu to jest najgorsza pora.
  • Sam dzień święta, między dziewiątą a dwunastą zdarzają się zatory przy zjazdach na Opole i na drogach dojazdowych do cmentarzy, bo w obie strony jadą ci, którzy robią wszystko w jeden dzień.
  • Powrót w święto po zmroku to najgorsza część całego dnia. Sznur aut z powrotem w stronę Wrocławia i Śląska, kolizje, światła, zmęczeni kierowcy.

To nie są żadne oficjalne dane, tylko moje notatki. Ale za każdym razem się sprawdzały, więc im ufam.

Kolejność cmentarzy z trzylatką

Z dzieckiem nie da się zrobić wszystkiego jednym ciągiem. Próbowaliśmy dwa lata temu, kiedy Hania nie miała jeszcze dwóch lat, i pod koniec dnia nikt już nie był w nastroju do zadumy. Teraz robimy tak:

  1. Sobota przed południem: przyjazd i pierwszy grób. Prosto z autostrady jedziemy na wieś pod Opolem, do moich dziadków. Mały cmentarz, przed świętem pusto, Hania może spokojnie pomóc zapalić znicz i postawić chryzantemę. Kwadrans, może dwadzieścia minut.
  2. Sobota po południu: drzemka u dziadków. Hania śpi, my pijemy kawę i ładujemy telefony. Nikt nigdzie nie jedzie.
  3. Sobota pod wieczór: Półwieś. Na duży cmentarz komunalny jedziemy około szesnastej, kiedy jest już po największym ruchu sobotnim, a jeszcze przed zmrokiem. Dziadkowie Kasi. W tym roku Hania pierwszy raz sama wybrała kolor znicza. Wybrała zielony, bo „prababcia lubiła ogród”. Nikt jej tego nie mówił, usłyszała przy jakiejś rozmowie.
  4. Niedziela: obiad i powrót. Pierwszego listopada rano na żaden cmentarz już nie jedziemy. Idziemy na krótki spacer, jemy obiad u mojej mamy o trzynastej, a o piętnastej wyjeżdżamy do Wrocławia.
Autostrada o zmierzchu, smugi świateł samochodów
Autostrada o zmierzchu, smugi świateł samochodów

Powrót przed zmrokiem

Ten punkt jest dla mnie najważniejszy. Pod koniec października, po zmianie czasu, słońce zachodzi wcześnie, a w dzień Wszystkich Świętych na drogach jest bardzo dużo aut. Jeśli wyjedzie się o piętnastej, w domu jest się zanim się ściemni albo tuż po. Jeśli o siedemnastej, jedzie się godzinę w ciemności, w gęstym ruchu i często w mżawce. Z dzieckiem śpiącym w foteliku i z pełnym brzuchem po obiedzie to nie jest jazda, którą lubię.

Kilka rzeczy, które wożę w aucie na ten weekend:

  • Termos z herbatą i coś do jedzenia, na wypadek gdyby stanęło.
  • Zapasowe znicze i zapalniczka. Raz zapomniałem i kupowaliśmy znicze przy bramie po cenach, o których wolę nie pisać.
  • Ciepłe ubranie dla Hani na zmianę. Na cmentarzu dziecko klęka na mokrej ziemi przy grobie i po kwadransie ma mokre kolana.
  • Latarka. Na Półwsi, kiedy szaro, alejki przy starszych kwaterach są słabo oświetlone.

Kiedy lepiej zostać we Wrocławiu

Były lata, kiedy do Opola nie pojechaliśmy. Hania była chora, raz ja miałem dyżur w pracy. Wtedy jedziemy na groby tydzień później, w zwykłą sobotę, kiedy na cmentarzach jest pusto i spokojnie. Dziadkowie Kasi i moi nie mieli do nas o to pretensji, jestem pewien.

We Wrocławiu w taki dzień idziemy na spacer na najbliższy cmentarz i zapalamy znicz pod krzyżem dla tych, do których nie dojechaliśmy. Z Krzyków niedaleko jest Cmentarz Grabiszyński. Autem pod żaden duży cmentarz w okolicach pierwszego listopada nie jeżdżę: zmienia się organizacja ruchu, część ulic jest zamknięta, a miejsc do parkowania nie ma.

Za to MPK co roku na Wszystkich Świętych uruchamia dodatkowe linie do cmentarzy i zagęszcza kursy tych, które tam jeżdżą normalnie. Rozkład i trasy pojawiają się na stronie miasta i przewoźnika kilka dni przed świętem. Dziecko w wieku przedszkolnym jeździ komunikacją miejską we Wrocławiu za darmo, więc to też najtańszy wariant. Tramwaj jest wolniejszy niż auto w zwykły dzień, ale pierwszego listopada wygrywa.

Jak rozmawiamy z Hanią

Kasia mogłaby o tym napisać lepiej, ale powiem krótko, jak to wygląda u nas. Hania wie, że jedziemy „do pradziadków, którzy już nie żyją”. Nie robimy z tego tajemnicy ani wielkiej rozmowy. Pyta, to odpowiadamy prosto. W zeszłym roku zapytała, czy pradziadkowie widzą znicze. Kasia powiedziała, że nie wiemy, ale my je widzimy i to też jest ważne. Wystarczyło.

Najbardziej podobają jej się światła wieczorem. Na Półwsi, kiedy zapadał zmrok, wszystkie znicze świeciły naraz i Hania stała przy bramie, trzymając mnie za rękę, i powiedziała, że „to jest najładniejszy park”. Nie poprawiałem jej. Moja babcia pewnie by się uśmiechnęła.

Wersja 2026

W arkuszu zapisane: wyjazd w sobotę o dziesiątej, A4 do Opola, wieś, drzemka, Półwieś o szesnastej, niedziela obiad, powrót o piętnastej, w domu przed zmrokiem. Jeśli coś pójdzie inaczej, dopiszę to w kolumnie „uwagi”, tak jak co roku. Tę samą autostradę latem znamy z wyjazdów nad wodę, o których pisałem przy okazji jezior godzinę od Wrocławia. W listopadzie to zupełnie inna droga, ale z tym samym zjazdem na Opole, na którym Hania co roku pyta, czy „już babcia”.

Pisze Paweł

Paweł jest inżynierem w firmie z branży automotive i wszystko ma w arkuszu: czasy dojazdu, godziny zachodów słońca, koszt parkingu. Pisze o wypadach na jeden dzień, wieczorach nad Odrą i o tym, jak ogarnąć miasto bez stania w korku.

Więcej o Pawle

Więcej z kategorii Wydarzenia

Cała kategoria