Jak dojechać na koncert do hali przy lotnisku i nie stać godzinę na parkingu
Mamy bilety na dwa koncerty w hali przy Rakietowej, jeden w listopadzie, drugi w marcu. Jeszcze tam nie byliśmy, więc zrobiłem to, co zawsze: rozpisałem dojazd, parking, powrót i opiekę dla Hani, zanim zaczęło się robić nerwowo.
Pisze Paweł
W niedzielę wieczorem, w czasie naszego cotygodniowego przeglądu kalendarza, Kasia przewinęła listę wydarzeń i powiedziała: „To. I to. Bierzemy”. Pierwszy raz od narodzin Hani kupiliśmy bilety na dwa koncerty naraz, z wyprzedzeniem, jak ludzie, którzy mają życie poza placem zabaw.
O tym, jak w ogóle wyłapujemy wydarzenia w mieście, pisałem kilka dni temu w tekście o śledzeniu wydarzeń we Wrocławiu. Wspominałem tam o newsletterze jednej sali koncertowej. To właśnie ten. Tym razem chcę opisać drugą połowę roboty: co się dzieje między kliknięciem „kup bilet” a chwilą, w której gasną światła.
Co wybraliśmy
Na liście hali do końca roku są między innymi Pink Floyd History pod koniec października, Kult w połowie listopada, The Italian Tenors, Acid Drinkers, a przed świętami jazzowy wieczór ze Sławkiem Uniatowskim. W marcu przyjeżdża Loreena McKennitt z trasą jubileuszową.
Dla nas najlepsze koncerty we Wrocławiu tej jesieni i zimy to dwa z tej listy. Ja biorę Kult, 15 listopada. Słuchałem go w liceum w Opolu, z kasety pożyczonej od kolegi, i chyba nigdy jej nie oddałem. Kasia wybrała Loreenę McKennitt, 17 marca, bo jej płyty puszczała na studiach, kiedy pisała prace zaliczeniowe. Zgodziliśmy się, że na koncert drugiej osoby idziemy w roli towarzystwa, bez marudzenia.
Gdzie to właściwie jest
Do tej pory nasze wieczorne wyjścia kończyły się w centrum albo nad Odrą. Hala przy Rakietowej leży na zupełnie innym końcu miasta niż Borek, na zachodzie, około dwóch kilometrów od lotniska.
Wpis w naszym wspólnym kalendarzu wygląda zawsze tak samo: co, kiedy, gdzie, jak dojeżdżamy. Tym razem w polu „gdzie” stoi: Terminal Event Center, sala koncertowa Wrocław, ul. Rakietowa 33, Hala Orion. Hala Orion to największa z ich sal, mieści do czterech tysięcy osób, a koncerty z tej listy odbywają się właśnie tam. Poza nią budynek ma kilka mniejszych sal na konferencje i szkolenia, więc w tygodniu żyje innym życiem.

Auto czy nie auto
Tu zaczyna się mój ulubiony fragment, czyli liczenie.
Obiekt ma parking na ponad trzysta pięćdziesiąt miejsc. Brzmi dużo, dopóki nie zestawi się tego z czterema tysiącami ludzi w hali. Nawet jeśli w każdym aucie przyjadą trzy osoby, większość publiczności musi dotrzeć inaczej: taksówką, komunikacją, z kimś, kto ich podrzuci. Wniosek dla nas: jeśli jedziemy autem, to wcześnie. Zakładam przyjazd godzinę przed otwarciem drzwi, nie przed koncertem.
Druga rzecz, którą znam z pracy, gdzie przy zmianie załogi kilkaset samochodów próbuje naraz wyjechać jedną bramą: wyjazd z parkingu jest gorszy niż wjazd. Na wjazd ludzie rozkładają się w czasie, na wyjazd ruszają wszyscy w tej samej minucie. Mamy więc dwa warianty. Albo wychodzimy przy ostatnim bisie, czego Kasia nie zaakceptuje, albo po koncercie siadamy na dwadzieścia minut, pijemy herbatę z termosu w aucie i ruszamy, kiedy kolejka się rozładuje. Wybraliśmy drugi wariant, zanim zdążyliśmy się o to pokłócić.
Z Borku wieczorem, bez korków, to dla nas dwadzieścia kilka minut jazdy. Sprawdziłem też komunikację na powrót. Po koncercie, który kończy się koło dwudziestej trzeciej, kursy są rzadsze, a my nie chcemy stać na przystanku z myślą, że o 6:15 dzwoni budzik. Na Kult, który wypada w niedzielę, jedziemy więc autem. Na marzec, w środę, pewnie też.
Kto zostaje z Hanią
Najważniejszy punkt planu nie ma nic wspólnego z koncertem. Hania zasypia koło 19:30, a my wrócimy po północy. Na listopad umówiliśmy się z sąsiadką z góry, której nastoletnia córka już kilka razy z nami „dyżurowała” i którą Hania uwielbia, bo pozwala jej czesać sobie włosy. Na marzec zaprosimy mamę Kasi na dwa dni z Opola, bo w środę rano ktoś musi zawieźć Hanię do przedszkola, a ja nie będę w formie po powrocie w nocy.
Z doświadczenia z kolacji we dwoje wiem jedno: plan opieki trzeba mieć ustalony na dwa tygodnie przed, a nie w dniu wyjścia. O tym, jak to u nas wygląda, Kasia pisała przy kolacji bez rezerwacji.

Nasza lista przed koncertem w dużej hali
Spisuję ją głównie dla siebie, ale może komuś się przyda:
- Bilety w dwóch telefonach. Jeden telefon zawsze się rozładuje w najgorszym momencie.
- Godzina otwarcia drzwi, nie godzina koncertu. To ona decyduje o parkingu i kolejce przy wejściu.
- Lekka kurtka zamiast zimowej. W hali na cztery tysiące osób robi się ciepło, a szatnia po koncercie to druga kolejka.
- Termos w aucie. Na te dwadzieścia minut czekania, aż parking się rozjedzie.
- Zatyczki do uszu. Brzmi jak rada dla emerytów, ale po trzech latach szeptania przy śpiącym dziecku nasze uszy odwykły od koncertowych decybeli.
- Plan powrotu opiekunki. Jeśli to nastolatka, odprowadzamy ją pod drzwi, nawet jeśli mieszka piętro wyżej.
Co dalej
Po listopadowym koncercie dopiszę w arkuszu, ile naprawdę trwał wyjazd z parkingu i czy przyjazd godzinę przed otwarciem drzwi był przesadą. Jeśli był, w marcu przyjedziemy później. Jeśli nie był, Kasia przestanie się śmiać z mojej kolumny „zapas”.
Kasia mówi, że cieszy się nie tyle na sam koncert, ile na to, że będziemy gdzieś razem wieczorem i nie będziemy rozmawiać o tym, co Hania zjadła na obiad. Ja cieszę się na jedno i drugie. I trochę na to, że wreszcie usłyszę na żywo piosenki z kasety, której nigdy nie oddałem.