Pierwszy spektakl Hani w Teatrze Lalek
Długo odkładałam teatr, bo bałam się, że Hania nie wysiedzi. W niedzielę poszliśmy we troje na przedstawienie dla najmłodszych we Wrocławskim Teatrze Lalek. Wysiedziała. Ja też, choć w połowie miałam ochotę wyjść, z zupełnie innego powodu.
Pisze Kasia
Pierwszy raz w teatrze byłam w wieku sześciu lat, w Opolu, z babcią. Pamiętam tylko czerwone krzesło, które składało się pode mną, i to, że się bałam, że mnie połknie. Z samego przedstawienia nie pamiętam nic. Może dlatego tak długo odkładałam teatr dla Hani. Wydawało mi się, że trzylatka to za wcześnie, że będzie się wiercić, płakać albo głośno komentować.
Przekonała mnie mama chłopca z szafki obok, z którą zaprzyjaźniłyśmy się na adaptacji w przedszkolu (pisałam o tym w tekście o pierwszych trzech tygodniach). Byli z synem we wrześniu i opowiadała, że najbardziej bała się sama, a niepotrzebnie.
Jak wybrałam przedstawienie
Wrocławski Teatr Lalek przy placu Teatralnym gra dla dzieci w różnym wieku, od maluchów po nastolatków. Przy każdym spektaklu w repertuarze jest podany wiek, od którego jest przeznaczony. To była dla mnie najważniejsza informacja. Wybierałam tylko spośród przedstawień z dopiskiem „od 3 lat”, choć kusiło mnie jedno „od 4”, bo miało ładniejszy plakat. Nauczycielka w przedszkolu poradziła, żeby się tego trzymać, bo granica wieku to nie formalność, tylko informacja, ile dziecko zrozumie i jak długo wytrzyma.
Drugi warunek: czas trwania. Spektakle dla najmłodszych są krótsze niż dla starszych dzieci. Nasz trwał niecałą godzinę, a z wejściem, szatnią i wyjściem wyszło nam półtorej.
Trzeci: pora. Wybrałam niedzielę przed południem, bo Hania o tej porze jest najbardziej „do życia”. Po obiedzie zaczyna się u nas strefa marudzenia, a wieczorem teatr odpada z oczywistych powodów.
Bilety kupiłam przez stronę teatru na tydzień wcześniej. Dla każdego z nas osobne miejsce, także dla Hani.
Przygotowanie w domu
Nie robiłam wielkich przygotowań, ale kilka rzeczy zadziałało:
- Opowiedziałam, jak to będzie wyglądać. Duży budynek, dużo dzieci, światło zgaśnie, a na scenie pojawią się lalki. Zgaszone światło było dla mnie najważniejsze, bo Hania nie lubi nagłej ciemności.
- Obejrzałyśmy budynek z zewnątrz. Kilka dni wcześniej przechodziłyśmy przez plac Teatralny i pokazałam jej wejście. Powiedziała, że to „pałac dla lalek”.
- Bawiłyśmy się w teatr. Ja trzymałam pluszaka za kanapą, a Hania siedziała na dywanie jako widownia. Uczyłam ją, że w teatrze się nie krzyczy, ale można się śmiać i klaskać.
- Toaleta przed wejściem. Brzmi prozaicznie, ale to była najlepsza decyzja dnia.
Godzina na widowni
Przyszliśmy dwadzieścia minut przed czasem. To chyba ważne, bo Hania miała chwilę, żeby się rozejrzeć, zanim zgasło światło. W holu było dużo dzieci w podobnym wieku, część na rękach rodziców, część biegała. Hałas jak w szatni przedszkola rano, więc Hania poczuła się jak u siebie.
Usiadła między nami, na samym brzegu krzesła. Kiedy zgasło światło, złapała mnie za rękę i trzymała mocno przez pierwsze dwie minuty. Potem na scenie pojawiła się pierwsza lalka i ręka się rozluźniła.

Nie będę opowiadać fabuły, bo nie o fabułę chodzi. Zaskoczyło mnie co innego. Aktorzy byli widoczni, prowadzili lalki na oczach widzów, a dzieciom zupełnie to nie przeszkadzało. Hania patrzyła na lalkę, nie na aktorkę. Zapytała mnie szeptem tylko raz, czy „ta pani jest mamą tego misia”. Powiedziałam, że tak, na dzisiaj.
W połowie zrobiło się smutno, bo jedna z postaci się zgubiła. Hania zamarła, a ja poczułam ten znajomy ścisk w gardle i musiałam patrzeć w sufit. Paweł twierdzi, że płakałam bardziej niż połowa widowni. Przesadza, ale niewiele. To był ten moment, w którym chciałam wyjść, nie dlatego, że Hania sobie nie radziła, tylko dlatego, że ja nie.
Przez całe przedstawienie dzieci reagowały na głos. Ktoś krzyknął „uważaj!”, ktoś inny się zaśmiał w zupełnie nieśmiesznym momencie, jeden chłopczyk w trzecim rzędzie chciał wejść na scenę i tata złapał go w ostatniej chwili. Nikt się tym nie przejmował. Aktorzy chyba też nie. Teatr dla najmłodszych jest na to przygotowany i to mnie najbardziej uspokoiło.
Na koniec, przy oklaskach, Hania wstała na krzesło i klaskała nad głową. Nikt jej tego nie uczył.
Co bym zrobiła inaczej
Dwie rzeczy. Po pierwsze, usiadłabym bliżej przejścia. Siedzieliśmy w środku rzędu i gdyby Hania się przestraszyła, wyjście oznaczałoby przeciskanie się przez kolana dziesięciu osób. Nie było potrzeby, ale wolałabym mieć tę możliwość.
Po drugie, nie brałabym kurtki na widownię. Szatnia była, ale chciałam wyjść szybko i zabrałam wszystko ze sobą. Trzy kurtki na kolanach przez godzinę to nie był dobry pomysł.
Co Hania odgrywa w domu
Od niedzieli w naszym salonie trwa nieprzerwany sezon teatralny. Scena jest za oparciem kanapy, widownia to ja, Paweł i wszystkie pluszaki ustawione na dywanie w rzędzie. Hania gra wszystkie role naraz, a w najważniejszym momencie gasi lampę i mówi „teraz jest ciemno, ale się nie bójcie”. Pluszowy piesek z przedszkolnej szafki dostał rolę tej zgubionej postaci i jest odnajdywany kilka razy dziennie.
Paweł ma w arkuszu nową zakładkę: „Teatr, do sprawdzenia”. Wpisał tam już dwa kolejne spektakle z wiekiem „od 3 lat” i rodzinne warsztaty dla trzy- i pięciolatków, które teatr zapowiedział w nowym sezonie. Kiedy zapytałam, skąd o nich wie, pokazał mi swój niedzielny przegląd kalendarza, o którym pisał w tekście o śledzeniu wydarzeń we Wrocławiu. Tym razem nie miałam nic przeciwko.
Dla kogo to dobry pomysł
Jeśli zastanawiacie się, czy wasz trzylatek jest gotowy na teatr, odpowiem tak, jak odpowiedziała mi tamta mama: sprawdźcie. Najgorsze, co się może stać, to wyjście w połowie. Najlepsze to dziecko stojące na krześle z rękami nad głową.
Na wszelki wypadek miejcie w kieszeni chusteczkę. Nie dla dziecka.