Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Ciągniki siodłowe zaparkowane rzędem na placu bazy transportowej

Z dzieckiem 6 min czytania

Hania w kabinie TIR-a, czyli sobota w bazie transportowej pod Nysą

W ostatnią sobotę wakacji zabrałem Hanię do Tomka, kolegi z liceum, który ma pod Nysą małą firmę transportową. Były ciągniki, naczepy, klakson i naczepa, która czekała na oś z regeneracji. Opisuję, co z tego zrozumiała trzylatka i czego o martwym polu ciężarówki nauczyłem się ja.

Pisze Paweł

Tomek siedział ze mną w jednej ławce w liceum w Opolu. Dziś ma pod Nysą małą firmę transportową: kilka ciągników, kilka naczep, plac utwardzony tłuczniem, wiata z narzędziami i kontener, który nazywa biurem. Od lat powtarzał, że kiedyś musimy przyjechać. W lipcu, na urodzinach wspólnego znajomego we Wrocławiu, dodał: „Przywieź małą, zanim pójdzie do przedszkola i zacznie się wstydzić”.

Wybraliśmy ostatnią sobotę sierpnia. I tak jechaliśmy do dziadków do Opola, a stamtąd do Tomka jest niecała godzina. Kasia została z mamą na kawie i uznała, że to wycieczka dla nas dwojga. Hania od rana pytała, czy „duże auta” już na nas czekają.

Dlaczego sobota

To był pomysł Tomka i dobry. W tygodniu baza żyje: ciągniki podpinają naczepy, wyjeżdżają przed świtem, wracają w nocy, ktoś cofa, ktoś tankuje. Plac pełen manewrujących zestawów to nie jest miejsce dla trzylatki, nawet trzymanej za rękę. W sobotę większość aut stała, kierowcy byli w domach, a jedyny ruch robił pies Tomka.

Jeśli macie znajomego z taką firmą albo warsztatem, pytajcie właśnie o taki moment. I o to, gdzie wolno chodzić. Tomek na wejściu dał Hani kamizelkę odblaskową. Sięgała jej do kolan, ale nosiła ją z dumą do końca dnia.

Kabina, czyli mieszkanie na kołach

Hania zaczęła od kabiny ciągnika i właściwie mogłaby na niej skończyć. Do środka wchodzi się po stopniach, wysoko, trzymając się uchwytów. Tomek pokazał jej zasadę, którą kierowcy znają na pamięć: zawsze trzy punkty oparcia, dwie ręce i noga albo dwie nogi i ręka. Hania powtarzała „trzy punkty” przy każdym schodku, łącznie z tymi w bloku.

W środku było dla niej wszystko naraz. Kierownica większa niż jej rowerek, fotel na sprężynie, mnóstwo przycisków i łóżko za siedzeniami. To łóżko zrobiło największe wrażenie. „Pan kierowca śpi w samochodzie?” Tomek wyjaśnił, że kiedy jedzie się daleko, kierowca musi odpocząć i często nocuje właśnie tu, na parkingu. Hania położyła się na chwilę z rękami pod głową i oznajmiła, że też tak chce.

Na koniec klakson. Przy wyłączonym silniku, za zgodą Tomka, jeden raz. Pies uciekł za wiatę, a Hania przez resztę dnia trąbiła ustami.

Odpięta naczepa ciężarowa z ładunkiem stojąca na podporach na placu
Odpięta naczepa ciężarowa z ładunkiem stojąca na podporach na placu

Ciągnik, naczepa i naczepa bez jednej nogi

Najwięcej nauczyłem się, słuchając, jak Tomek tłumaczy rzeczy trzylatce. Ciągnik to „głowa”, która ciągnie. Naczepa to ten długi „wagon” z tyłu, który sam nie jeździ, tylko opiera się przodem na ciągniku. Kiedy ciągnik odjeżdża, naczepa zostaje i staje na dwóch metalowych nóżkach, które kierowca kręci korbą. Hania obeszła dwie takie odpięte naczepy i uznała, że „śpią”.

Jedna wyglądała inaczej. Z tyłu, zamiast trzech osi z kołami, miała dwie, a w miejscu trzeciej stały podpory. Sama oś leżała obok na palecie: długa, ciężka belka z piastami na końcach. Tomek wyjaśnił, że w czasie kursu zerwał się na niej gwint czopu, czyli końcówki, na której siedzi koło. Mechanik zdjął oś w piątek po południu, a w poniedziałek rano pojedzie do regeneracji.

Hania słuchała z poważną miną i podsumowała, że naczepa „złamała nogę i jedzie do lekarza”. Tomek uznał, że lepiej by tego nie ujął.

Zapytałem, gdzie się takie rzeczy robi, bo myślałem, że ma mechanika za rogiem. Okazało się, że osie naczep to osobna specjalność: spawanie, toczenie, czopy, sworznie, wahacze. Tomek wozi je do DAAB-u w Kątach Wrocławskich, przy samej A4. Pokazał mi w telefonie, co mają w ofercie dla przewoźników z jego strony województwa: regeneracja osi Nysa (https://www.daab.com.pl/regeneracja-i-naprawa-osi-przyczepy-nysa), naprawa pękniętych i skrzywionych belek, wymiana czopów, sworzni i wahaczy, osie BPW, SAF, Schmitz, Mercedes. Dla niego liczą się dwie rzeczy. Po pierwsze dojazd prosto autostradą. Po drugie czas: większość napraw zajmuje tam trzy, cztery godziny od dostarczenia osi. W sobotę serwis jest nieczynny, stąd poniedziałek, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, oś wróci tego samego dnia i we wtorek naczepa znowu pojedzie w trasę. Naczepa, która stoi, nie zarabia, powtórzył dwa razy.

Oś, która skręca

Na tyłach placu stała najdłuższa naczepa Tomka. Pokazał nam, że jej ostatnia oś jest skrętna: przy ciasnym zakręcie koła na niej lekko się wychylają, dzięki czemu naczepa nie szoruje oponami po asfalcie i łatwiej mieści się w bramach magazynów. Hania sprawdziła, czy koło da się przekręcić ręką. Nie dało się, co przyjęła z ulgą.

Tomek mówi, że taka oś zużywa się inaczej niż zwykła i że regeneracja osi skrętnych (https://www.daab.com.pl) to w Kątach osobna robota, z osobnymi zestawami naprawczymi. Na razie ta naczepa jest zdrowa. Zapisałem to w arkuszu, w zakładce „rzeczy, o których nie wiedziałem”, która po tej sobocie urosła o pół ekranu.

Dziecko w kamizelce odblaskowej trzymające tatę za rękę
Dziecko w kamizelce odblaskowej trzymające tatę za rękę

Martwe pole, czyli najważniejsza lekcja dnia

Przed wyjazdem poprosiłem Tomka o jedną rzecz: pokazać mi, czego kierowca ciężarówki nie widzi. Usiadł w kabinie, a ja chodziłem z Hanią wokół ciągnika i co kilka kroków pytałem, czy nas widzi.

Wynik mnie zmroził. Kiedy Hania stała tuż przed zderzakiem, Tomek jej nie widział w ogóle, mimo specjalnego lusterka nad szybą. Przy prawych drzwiach, na wysokości koła, też nie, dopóki nie pochylił się w fotelu. Za naczepą nie widzi nikogo, to wiedziałem. Ale że trzylatka może zniknąć z oczu kierowcy w odległości metra od niego, tego nie wiedziałem.

Co z tego wynieśliśmy i czego teraz uczymy Hanię:

  • Jeśli nie widzisz oczu kierowcy w jego lusterku, on nie widzi ciebie. Tomek tak to ujął i to zdanie zostało z nami najdłużej.
  • Nigdy nie przechodzimy tuż przed maską stojącej ciężarówki. Na przejściu czekamy, aż ruszy, albo przechodzimy tam, gdzie kierowca na nas patrzy.
  • Na skrzyżowaniu stoimy z dala od krawężnika, kiedy ciężarówka skręca w prawo. Naczepa w zakręcie zawsze ścina łuk i jej tylne koła przejeżdżają bliżej chodnika niż ciągnik. Tomek pokazał to kredą na placu: różnica była większa, niż myślałem.
  • Z wózkiem i rowerkiem biegowym to samo. Hania na rowerku jest niższa niż zderzak.
  • Nowe ciężarówki mają kamery i czujniki, ale nie wszystkie i nie zawsze. Nie liczymy na elektronikę.

Hania z całego wykładu zapamiętała chyba tylko, że „pan kierowca musi widzieć moje oczy”. Na Powstańców Śląskich, kiedy obok przejścia stała śmieciarka, pomachała do kierowcy i czekała, aż odmacha. Odmachał. Uznaję to za sukces wychowawczy.

Co dziecko z tego zrozumiało

Spodziewałem się, że po godzinie się znudzi. Zostaliśmy trzy. Nie wiem, ile z tego zostanie jej w głowie, ale w niedzielę rano przy śniadaniu wyjaśniła Kasi, że ciężarówka ma „głowę i wagon”, że kierowca ma łóżko, a naczepa poszła do lekarza z nogą. Kasia spojrzała na mnie, jakbym zabrał dziecko na wykład z mechaniki. Trochę tak było.

Dla rodziców kilka praktycznych rzeczy, gdybyście mieli taką okazję:

  1. Wybierzcie dzień, kiedy na placu nic się nie rusza, i zapytajcie, gdzie wolno chodzić.
  2. Kamizelka odblaskowa i zasada trzech punktów przy wchodzeniu do kabiny.
  3. Niczego nie dotykamy bez pytania, zwłaszcza dźwigni i korb przy naczepach.
  4. Weźcie ubrania, których nie szkoda. Smar z piasty nie schodzi w praniu, sprawdziłem.
  5. Poproście kierowcę o pokaz martwego pola. To pięć minut, które warto mieć za sobą, zanim dziecko zacznie samo chodzić do szkoły.

Wracaliśmy do Opola z Hanią śpiącą w foteliku, z kamizelką, której nie chciała oddać. Tomek powiedział, żeby została jej na pamiątkę. Trzy dni później Hania poszła do przedszkola. Jak wyglądał ten pierwszy wrześniowy poranek, Kasia opisała w tekście o wrześniu na osiedlu. Kamizelka wisi w przedpokoju obok kurtki i Hania zakłada ją, kiedy idziemy do warzywniaka. Na wszelki wypadek.

Pisze Paweł

Paweł jest inżynierem w firmie z branży automotive i wszystko ma w arkuszu: czasy dojazdu, godziny zachodów słońca, koszt parkingu. Pisze o wypadach na jeden dzień, wieczorach nad Odrą i o tym, jak ogarnąć miasto bez stania w korku.

Więcej o Pawle

Więcej z kategorii Z dzieckiem

Cała kategoria