Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Biały bus zaparkowany na polanie, w tle zalesione wzgórza

Wypady z Wrocławia 6 min czytania

Wypad w góry w dużej grupie, czyli kiedy bus z kierowcą wychodzi lepiej niż pięć samochodów

Pięć rodzin, dwadzieścia osób, jeden czerwcowy dzień w Karkonoszach. Zamiast pięciu aut, pięciu parkingów i pięciu kierowców po całym dniu na szlaku, wynajęliśmy busa z kierowcą. Przed jesiennym wyjazdem wracam do arkusza i opisuję, co z tego wyszło.

Pisze Paweł

Od kilku lat raz w roku jeździmy w góry w większej paczce. Zaczęło się od trzech rodzin z naszej klatki i z pracy, potem ktoś dołączył, ktoś przyprowadził przyjaciół z Opola. W czerwcu było nas dwadzieścia osób: dziesięcioro dorosłych, siedmioro dzieci w wieku od trzech do dziesięciu lat i trzech nastolatków, którzy udawali, że nas nie znają.

Dotychczas jeździliśmy autami. Pięć samochodów, grupa na WhatsAppie, zbiórka na stacji benzynowej przy wyjeździe z miasta. I za każdym razem powtórka: ktoś się spóźnia, ktoś gubi konwój, na miejscu pięć aut szuka miejsca na parkingu, który w sezonie jest pełny od rana. A wieczorem pięciu kierowców, po całym dniu na szlaku, wraca po ciemku z dziećmi śpiącymi na tylnych siedzeniach.

Tym razem zrobiłem to, co robię w pracy przy każdej zmianie procesu: policzyłem. Piszę o tym dopiero teraz, we wrześniu, bo właśnie zaczęliśmy planować jesienny wyjazd i wróciłem do tamtego arkusza.

Założenia

Cel: Karkonosze, okolice Karpacza. W jedną stronę mniej więcej 130 kilometrów, w obie około 260, plus kilkanaście kilometrów na przejazdy na miejscu. Wyjazd o siódmej, powrót koło dziewiętnastej. Grupa: dwadzieścia osób.

Wariant A: pięć samochodów. Wariant B: jeden bus z kierowcą.

Wariant A: pięć aut

Koszty, które da się policzyć:

  • Paliwo. Przy średnim spalaniu rodzinnego auta i obecnych cenach wychodzi grubo ponad sto złotych na samochód w obie strony. Razem pięćset kilkadziesiąt złotych.
  • Parkingi. W sezonie parkingi przy szlakach w Karpaczu są płatne. Pięć aut na cały dzień to już konkretna kwota, a w weekend dochodzi pytanie, czy w ogóle znajdziemy miejsce.
  • Zużycie auta. Kilometry, opony, serwis. Mało kto to liczy, ale każdy za to płaci.

Koszty, których nie da się łatwo policzyć, a które są prawdziwe:

  • Pięciu kierowców, którzy nie mogą wypić piwa w schronisku. Brzmi błaho, ale w grupie przyjaciół ma znaczenie.
  • Zmęczenie po powrocie. Po ośmiu godzinach na szlaku jazda dwie godziny po zmroku z dziećmi w aucie to nie jest przyjemność. To ryzyko.
  • Trasa musi wrócić do auta. To jest dla mnie argument numer jeden. Z pięcioma autami na parkingu szlak musi być pętlą.

Wariant B: bus z kierowcą

Zacząłem szukać firm, które wynajmują busy z kierowcą na jednodniowe wyjazdy. Kryteria miałem trzy: firma z Wrocławia, pojazd na dwadzieścia osób z miejscem na foteliki i plecaki, jasny cennik bez gwiazdek.

Trafiłem na Wrocek Travel, firmę, która wozi grupy po całym Dolnym Śląsku, Polsce i Europie: wycieczki szkolne, transfery na lotnisko, wesela, wyjazdy firmowe. Flota zaczyna się od busa na osiem osób z kierowcą, dalej są pojazdy na dwadzieścia osiem i trzydzieści miejsc, a kończy na autokarach powyżej pięćdziesięciu. Najbardziej przekonało mnie to, że na stronie jest orientacyjny cennik, a ryczałt obejmuje kierowcę, paliwo i opłaty drogowe. Dla tras do trzystu kilometrów widełki zależą od wielkości pojazdu. Nasza trasa mieściła się w tym limicie, więc od razu wiedziałem, w jakim przedziale będziemy się poruszać.

W arkuszu cały wyjazd zajął w końcu jedną linijkę: wynajem busa Wrocław (https://wrocektravel.pl), trasa do Karpacza i z powrotem, dwadzieścia osób, odbiór po drugiej stronie grzbietu. Pojazd na dwadzieścia osiem miejsc zostawiał luz na plecaki, nosidło i foteliki.

Zadzwoniłem, opisałem trasę, liczbę osób i to, że chcemy wysiąść w jednym miejscu, a wsiąść w innym. Wycenę dostałem w ciągu doby.

Grupa turystów z plecakami idzie leśną drogą w stronę szlaku, widziana od tyłu
Grupa turystów z plecakami idzie leśną drogą w stronę szlaku, widziana od tyłu

Porównanie

Po zsumowaniu okazało się, że bus na dwadzieścia osób kosztował nas porównywalnie z pięcioma autami, jeśli uczciwie doliczyć parkingi i zużycie samochodów. Na osobę dorosłą wyszła kwota, za którą w Karpaczu zjecie obiad w schronisku. Dzieci podzieliliśmy między rodziny po równo.

Ale prawdziwa różnica nie była w pieniądzach. Była w tym, co mogliśmy zrobić na miejscu.

Trasa, której nie da się zrobić autem

Z busem mogliśmy wyjść na szlak w jednym miejscu i zejść w zupełnie innym. Kierowca wysadził nas rano przy wejściu na szlak, a potem pojechał na umówiony punkt po drugiej stronie grzbietu, gdzie czekał po południu. Żadnego wracania tą samą drogą, żadnej pętli na siłę.

Dla grupy z dziećmi to ogromna zmiana. Trasę mogliśmy dopasować do najmłodszych, a nie do położenia parkingu. Wyszła nam przejściowa wędrówka z przerwą w schronisku, z której schodziliśmy przez las, bez pośpiechu i bez myślenia, gdzie zostało auto.

Z trzylatką na szlaku, a Hania szła z nami, część trasy w nosidle, to naprawdę robi różnicę. Kiedy pisałem o jednodniowym wypadzie do Książa, cały plan kręcił się wokół parkingu. Tu parking przestał być tematem.

Górska droga wśród świerkowego lasu latem
Górska droga wśród świerkowego lasu latem

Jak wyglądał dzień

  • 7:00 zbiórka na parkingu przy naszym osiedlu. Bus podjechał punktualnie. Wszyscy w jednym miejscu, nikt nie gubi konwoju.
  • 7:00-9:15 jazda. Dzieci oglądały przez okno krowy, dorośli pili kawę z termosów i rozmawiali. Nastolatkowie spali.
  • 9:30 wysiadka przy szlaku.
  • 9:30-16:00 wędrówka z długą przerwą w schronisku.
  • 16:15 bus czeka po drugiej stronie.
  • 18:45 z powrotem na osiedlu. Dzieci śpią, dorośli wypoczęci, bo nikt nie prowadził.

Kierowca znał drogę, a w drodze powrotnej zatrzymał się na krótką przerwę, bo połowa dzieci musiała „koniecznie teraz”. Nikt nie musiał się z nikim kłócić, gdzie stanąć.

Kiedy bus się opłaca, a kiedy nie

Moje wnioski po tym wyjeździe:

Opłaca się, gdy jedzie was więcej niż piętnaście osób, gdy trasa ma sens tylko jako przejście z punktu A do punktu B, gdy wracacie po długim dniu na szlaku albo gdy w grupie jest dużo dzieci i mało chętnych kierowców.

Nie opłaca się, gdy jedzie was dziesięć osób w dwóch autach, gdy chcecie po drodze rozjechać się w różne strony albo gdy plan jest tak elastyczny, że nie wiecie, gdzie będziecie o piętnastej.

Jedna rzecz, której się nauczyłem: umówcie się z kierowcą na konkretną godzinę i miejsce odbioru, a do tego na zapasowe okno, gdyby grupa się spóźniła. Z dziećmi zawsze się spóźnia.

Co następnym razem

Wstępnie planujemy powtórkę w październiku, może w Góry Sowie. Tym razem nie będę już liczył pięciu aut. Założę od razu, że jedziemy busem, i zajmę się tym, co ważniejsze: trasą, schroniskiem i tym, żeby w plecaku było dość kanapek dla dziesięciorga dzieci.

Jedna zmiana logistyczna jednak będzie. Przyjaciele z Opola w czerwcu jechali rano autem do nas, na Krzyki, a wieczorem tą samą autostradą wracali. Tymczasem bus i tak zaczyna dzień po ich stronie miasta: Wrocek jest przy A4, około trzydziestu kilometrów od Wrocławia, w okolicy Oławy, i zabiera grupę z miejsca zbiórki bez zajeżdżania do centrum. Opolanie zostawią więc auta w Oławie, a bus zgarnie ich po drodze do nas. Wynajem autokarów Oława (https://wrocektravel.pl/wynajem-autokarow-olawa) jest u nich opisany osobno, z całą flotą i rodzajami wyjazdów, więc wysłałem im to zamiast tłumaczyć przez telefon.

Kasia powiedziała po powrocie, że pierwszy raz od lat wróciła z gór bez bólu głowy. Ja pierwszy raz od lat wróciłem z gór bez zapisanych w telefonie kosztów parkingu. Oboje uznaliśmy, że to był dobry dzień.

Pisze Paweł

Paweł jest inżynierem w firmie z branży automotive i wszystko ma w arkuszu: czasy dojazdu, godziny zachodów słońca, koszt parkingu. Pisze o wypadach na jeden dzień, wieczorach nad Odrą i o tym, jak ogarnąć miasto bez stania w korku.

Więcej o Pawle

Więcej z kategorii Wypady z Wrocławia

Cała kategoria