Przedmieście Oławskie wieczorem, choć kolega radził omijać
Trójkąt Bermudzki. Tak wrocławianie mówią na kawałek Przedmieścia Oławskiego i zwykle nie jest to komplement. Tymczasem po zmroku, w świetle z okien secesyjnych kamienic, ta dzielnica ma w sobie coś filmowego. Dosłownie. Moja trasa na jeden wrześniowy wieczór.
Pisze Paweł
Kiedy przeprowadziliśmy się do Wrocławia, kolega z pracy, rodowity wrocławianin, dał mi jedną radę: „Trójkąt Bermudzki omijaj, szczególnie wieczorem”. Posłuchałem. Przez kilka lat Przedmieście Oławskie znałem tylko z okna tramwaju i z opowieści, które zawsze kończyły się na tym, że ktoś komuś coś ukradł.
Potem Kasia przeczytała gdzieś, że na ulicy Mierniczej kręcono sceny do „Mostu szpiegów” Spielberga. Uznała, że skoro Hollywood się nie bało, to my też damy radę. Poszliśmy we wrześniu, wieczorem, i od tamtej pory wracamy tam regularnie.
Gdzie to jest i skąd ta nazwa
Przedmieście Oławskie leży na południowy wschód od Starego Miasta, między fosą a nasypem kolejowym, kilkanaście minut spacerem od Rynku. Trójkąt Bermudzki to potoczna nazwa jego części, zamkniętej umownie ulicami Pułaskiego, Traugutta i Kościuszki.
Nazwa wzięła się z reputacji. Przez lata była to jedna z najbardziej zaniedbanych części centrum, z opinią miejsca, w którym łatwo „zniknąć”. Paradoks polega na tym, że przed wojną, w niemieckim Breslau, była to dzielnica reprezentacyjna. W eleganckich kamienicach mieszkali zamożni kupcy i przedsiębiorcy. Dzielnica w dużej mierze przetrwała oblężenie Festung Breslau w 1945 roku, dzięki czemu zachowało się tu mnóstwo secesyjnych kamienic.
Od kilku lat Przedmieście Oławskie jest rewitalizowane, podobnie jak wcześniej Nadodrze, o którym pisałem w tekście o podwórkach i pracowniach. Zmiany są widoczne, choć nierówne.
Dlaczego wieczorem
W dzień Przedmieście Oławskie wygląda jak zwykła, trochę zmęczona dzielnica. Odrapane fasady, samochody zaparkowane na chodnikach, sklepiki z szyldami z lat dziewięćdziesiątych. Wieczorem sytuacja się odwraca.
Kiedy zapalają się latarnie i światła w oknach, ozdobne elewacje kamienic wychodzą z cienia. Wykusze, balkony z kutymi balustradami, sztukaterie nad oknami. W świetle z dołu robią się wyraźniejsze niż w dzień. Z okien na wyższych piętrach widać fragmenty wnętrz: wysokie sufity, stare piece kaflowe, żyrandole. To przypomina, że za tymi murami ktoś mieszka w mieszkaniach sprzed stu lat.
Do tego ulice są wieczorem spokojniejsze. Mniej samochodów, mniej hałasu, więcej miejsca, żeby podnieść głowę i patrzeć.
Trasa
Mój wieczorny spacer ma około trzech kilometrów i zajmuje godzinę, półtorej, z przystankiem na coś do picia.
Start: fosa i Park Słowackiego. Zaczynamy od strony Starego Miasta, przy fosie. Obok jest Park Słowackiego, z budynkiem Panoramy Racławickiej. Stąd przechodzimy na wschód, w stronę Przedmieścia.
Ulica Traugutta. Jedna z osi dzielnicy. Długa, z kamienicami po obu stronach, część odnowiona, część czeka. Idziemy powoli, patrząc na elewacje. Tu najlepiej widać kontrast między tym, co już wyremontowano, a tym, co wciąż pamięta lepsze czasy.
Ulica Miernicza. Krótka, ciasna, z kamienicami, które wyglądają, jakby czas się tu zatrzymał. Nic dziwnego, że filmowcy wybierają ją do scen z czasów powojennych i zimnej wojny. Wieczorem, przy latarniach, efekt jest jeszcze mocniejszy. Stojąc na środku ulicy, łatwo sobie wyobrazić kamerę i ekipę.
Pułaskiego i Kościuszki. Pozostałe dwa boki trójkąta. Szersze, bardziej ruchliwe, ale z tymi samymi kamienicami. Na parterach małe lokale: bary, knajpki, zakłady usługowe.
Powrót. Wracamy w stronę centrum albo do najbliższego przystanku tramwajowego.

Gdzie się zatrzymać
Na Przedmieściu Oławskim jest coraz więcej małych barów, kawiarni i knajp, często otwieranych przez ludzi, którzy tu mieszkają. Nie podaję nazw, bo w rewitalizowanej dzielnicy lokale zmieniają się szybko, a nie chcę nikogo wysyłać pod zamknięte drzwi. Mogę za to powiedzieć, jak szukać.
Szukajcie ciepłego światła w parterach, małych szyldów i ludzi siedzących przy oknie. Takie miejsca są zwykle najbardziej lokalne. Wieczorem przy barze siedzą tu mieszkańcy, a nie turyści, i rozmowa toczy się wolniej niż w centrum.
Czy jest bezpiecznie
Pytanie, które zadaje każdy, kto słyszał o Trójkącie Bermudzkim. Moja uczciwa odpowiedź: przez kilka lat spacerów nigdy nie spotkała nas tu żadna nieprzyjemna sytuacja. Dzielnica zmieniła się bardzo w ostatnich latach. Ale to wciąż centrum dużego miasta, z mieszanym towarzystwem, i obowiązują te same zasady co wszędzie.
- Idźcie w parze albo w grupie.
- Trzymajcie się oświetlonych ulic. Podwórka i bramy zostawcie na spacer w dzień.
- Nie wymachujcie drogim sprzętem. Telefon w kieszeni, aparat na szyi tylko wtedy, gdy robicie zdjęcie.
- Szanujcie mieszkańców. To ich dom. Nie zaglądajcie w okna na parterze, nie hałasujcie pod kamienicami.
Z Hanią nie chodzimy tu wieczorami. Nie dlatego, że to niebezpieczne, tylko dlatego, że trzylatka o dwudziestej pierwszej śpi. W dzień byliśmy z wózkiem i poza nierównymi chodnikami nie było problemu.
Dlaczego warto
Wrocław ma kilka dzielnic, które są mniej oczywiste niż Rynek i Ostrów Tumski. Przedmieście Oławskie jest jedną z nich. Nie jest wygładzone ani wystawowe. Jest prawdziwe, z przedwojenną architekturą, historią ukrytą w murach i dzielnicą, która wciąż próbuje znaleźć swoje nowe życie.
Wieczorem to wszystko widać lepiej. Światło z okien, latarnie na starych ulicach, cisza, w której słychać własne kroki. Dla kogoś, kto lubi miasta za ich zakamarki, a nie za pocztówki, to jeden z najciekawszych spacerów we Wrocławiu.
Kolega z pracy, ten od rady „omijaj”, zapytał mnie niedawno, gdzie spędziliśmy piątkowy wieczór. Kiedy powiedziałem, że na Mierniczej, popatrzył na mnie jak na kogoś, kto wrócił z wyprawy. Obiecałem mu, że następnym razem go zabiorę. Na razie się waha.