Sylwester w centrum Wrocławia bez auta. Pomagałam sąsiadce wybrać bal
Sąsiadka z góry zapukała z pytaniem, które w październiku brzmi trochę za wcześnie: gdzie we Wrocławiu pójść na sylwestra, żeby nie jechać autem i nie wracać nad ranem przez pół miasta. Usiadłyśmy w kuchni z notesem. Opisuję, co sprawdzałyśmy i co wybrali.
Pisze Kasia
Sąsiadka z góry przyszła we wtorek po siódmej, kiedy Hania już spała, a ja poprawiałam kartkówki z czwartej klasy. Przyniosła ciasto drożdżowe i od progu powiedziała, że ma sprawę. Wiedziałam, że ma, bo ciasto drożdżowe z jej strony to zawsze wstęp do sprawy.
Sprawa była taka: w tym roku jej córka, ta sama, która czasem zostaje z Hanią, idzie na sylwestra do koleżanki. Pierwszy raz od lat sąsiedzi mają ostatnią noc roku tylko dla siebie i nie chcą jej spędzić przed telewizorem. Chcą wyjść, potańczyć i nie myśleć o samochodzie. A ponieważ w naszej klatce uchodzę za specjalistkę od wieczorów na mieście, odkąd sąsiadka przeczytała, jak zjeść kolację we dwoje bez rezerwacji, uznała, że ogarnę też ich sylwestra.
Nie ogarnęłam, ale pomogłam. Nasz sylwester to zupełnie inna historia, z trzylatką w roli głównej, i do niej jeszcze wrócę. Ten tekst jest o sylwestrze dla dorosłych, którzy mieszkają na Krzykach i chcą się bawić w centrum.
Najpierw warunki, potem oferty
Zanim cokolwiek otworzyłyśmy w telefonie, spisałyśmy, czego sąsiedzi chcą. Wyszło pięć punktów:
- bez auta. Mąż sąsiadki nie chce być kierowcą w sylwestra, a parkowanie w centrum w tę noc to osobny problem,
- kolacja na miejscu, nie gdzieś po drodze, bo nie chcą biegać w eleganckich butach po restauracjach,
- jedna cena za osobę, żeby nie liczyć każdego kieliszka,
- muzyka do tańca, a nie koncert, na którym się stoi,
- powrót do domu możliwy bez stania godzinę na mrozie.
Odpadł Rynek o północy, bo sąsiadka tłumów nie lubi, a stanie trzy godziny na zimnie z szampanem w plastikowym kubku to dla niej żadna atrakcja. Odpadła domówka u znajomych, bo „to już było”. Zostały bale i kolacje sylwestrowe w centrum.
Notes w dwie kolumny
W notesie zrobiłyśmy dwie kolumny: „u znajomych na Klecinie” i „sylwester Wrocław, bal w centrum”. Pierwsza kolumna zawierała same znaki zapytania, druga szybko się zapełniała, bo sąsiadka miała już otwartą ofertę, którą widziała u koleżanki z pracy.
Chodzi o bal w Times Event Center przy Kazimierza Wielkiego, niedaleko Rynku. Przeczytałyśmy ofertę dwa razy, raz ja na głos, raz sąsiadka po cichu, z okularami na czubku nosa. Zapisałam w notesie to, co dla nich najważniejsze:
- start o dwudziestej, koniec o czwartej rano,
- 400 zł od osoby, jedna cena, bez promocji za wcześniejszą rezerwację,
- w cenie kolacja: dwie zupy, pięć dań głównych, bufet zimny, danie po północy i bufet słodki,
- do tego woda, kawa, herbata i soki, wódka na parę, kieliszek wina musującego na toast o północy i szatnia,
- DJ przez cały wieczór, bez zespołu i bez konferansjera,
- strój elegancki, a bal jest tylko dla dorosłych.
Sąsiadka przy ostatnim punkcie się roześmiała, bo dla nich to akurat zaleta. Ja przy przedostatnim pomyślałam, że mąż sąsiadki będzie musiał wyciągnąć z szafy garnitur z wesela siostrzeńca.

Dojazd bez auta, czyli dlaczego centrum
Mieszkamy na Borku, przy Powstańców Śląskich, i to był dla sąsiadów argument numer jeden. Tramwajem do centrum jedzie się stąd kilkanaście minut, a strona sali podaje, że przystanek tramwajowy jest około minuty od wejścia. W sylwestrowy wieczór, w szpilkach i płaszczu, minuta od przystanku to dokładnie tyle, ile chce się iść.
Gdyby jednak ktoś chciał przyjechać autem, sala nie ma własnego parkingu. Najbliższy jest podziemny, płatny parking w budynku obok, czynny całą dobę, ale nie jest wliczony w cenę balu. Dla sąsiadów to bez znaczenia, ale wpisałam to do notesu, bo ich znajomi z Oporowa jednak chcieli jechać autem.
Powrót o czwartej nad ranem
Ten punkt zajął nam najwięcej czasu. Bal kończy się o czwartej, a o tej porze w Nowy Rok trzeba mieć plan. Rozpisałyśmy trzy warianty:
- komunikacja miejska. W sylwestrową noc rozkład bywa inny niż zwykle, a szczegóły miasto podaje zwykle w grudniu. Sąsiadka ma w kalendarzu przypomnienie na połowę grudnia, żeby sprawdzić,
- taksówka zamówiona wcześniej, a nie łapana na ulicy razem z setkami innych ludzi wychodzących z imprez,
- spacer. Paweł, kiedy wrócił z pracy i zajrzał nam przez ramię, od razu policzył, że z centrum na Borek pieszo to około trzech kwadransów. Sąsiadka spojrzała na swoje szpilki i skreśliła ten wariant, zanim skończył zdanie.
Moja rada z doświadczenia, choć nie sylwestrowego, tylko z powrotów z koncertów: nie wychodźcie dokładnie o czwartej. Dziesięć minut wcześniej albo dwadzieścia później robi ogromną różnicę w kolejce do szatni i do taksówki.
Pytania, które warto zadać przed rezerwacją
Rezerwacja na ten bal odbywa się mailowo albo telefonicznie, biletów nie kupuje się przez internet. Dla sąsiadki to dobra wiadomość, bo wolała zadzwonić i dopytać. Przygotowałyśmy krótką listę pytań. Przyda się przy każdej sylwestrowej ofercie, nie tylko tej:
- czy przy rezerwacji trzeba wpłacić zaliczkę i do kiedy można zrezygnować,
- jak wygląda rozsadzenie, czy siedzi się przy wspólnych stołach z innymi parami,
- czy można zamówić danie wegetariańskie albo bezglutenowe (w menu sylwestrowym Times Event Center są oznaczone pozycje bez mięsa i bez glutenu, ale u znajomych sąsiadki jedna osoba ma alergię i chciała to potwierdzić),
- czy napoje poza pakietem kupuje się przy barze i jak się za nie płaci.
Do sali sąsiadka zadzwoniła następnego dnia z przerwy w pracy. Wieczorem znowu zapukała, tym razem bez ciasta, i powiedziała, że mają rezerwację dla czterech osób, bo idą razem ze znajomymi z Oporowa.

Co z tego wynika dla nas
Jak już pisałam, nasz sylwester to inna historia. Z trzylatką bal do czwartej rano nie wchodzi w grę, a o tym, co wchodzi, zaczniemy myśleć w listopadzie. Ale kilka rzeczy z tej kuchennej narady zapisałam sobie na przyszłość. Plan powrotu robi się przed rezerwacją, a nie po. Centrum bez auta to na Borku najwygodniejsza opcja. A ciasto drożdżowe sąsiadki jest najlepsze na Krzykach.
Sąsiadka zapowiedziała, że w styczniu przyniesie zdjęcia z balu. I drugie ciasto, jeśli mąż wytrzyma w garniturze do północy.