Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Zamek Książ wśród drzew

Wypady z Wrocławia 4 min czytania

Zamek Książ i Wałbrzych w jeden dzień: plan z dzieckiem

Godzina z kawałkiem autem z Krzyków, jeden z największych zamków w Polsce, tarasy z widokiem na wąwóz i palmiarnia na deser. Tak zaplanowałem dzień, żeby trzylatka wytrzymała, a dorośli coś zobaczyli.

Pisze Paweł

Wycieczkę do Książa planowaliśmy trzy razy. Za pierwszym razem Hania dostała gorączki w piątek wieczorem. Za drugim padało od rana. Za trzecim pojechaliśmy i był to jeden z najlepszych jednodniowych wypadów, jakie zrobiliśmy od przeprowadzki. Dlatego tym razem wszystko spisałem, żeby następnym razem nie wymyślać od nowa.

Zamek Książ leży na obrzeżach Wałbrzycha, na skale nad wąwozem rzeki Pełcznicy. To jeden z największych zamków w Polsce, a dla trzylatki po prostu „wielki pałac królewny”. Obok, kilka kilometrów dalej, jest Palmiarnia w Lubiechowie, czyli szklarnia z tropikalnymi roślinami, która dla dziecka bywa ciekawsza niż sam zamek.

Dojazd i ile to trwa

Z Krzyków do Książa jedziemy około godziny i kwadransa, w zależności od ruchu przy wyjeździe z Wrocławia. Nie podaję jednej trasy, bo w ostatnich latach na drogach w stronę Sudetów sporo się zmieniało, a nawigacja i tak wybierze swoją. Ważne, że to nie jest wyprawa na cały dzień w samochodzie.

Pod zamkiem są parkingi. W słoneczne weekendy zapełniają się przed południem, więc jak zwykle obowiązuje moja reguła: być na miejscu przed dziesiątą. Wyjechaliśmy o ósmej, byliśmy o 9:20, stanęliśmy blisko wejścia.

Plan dnia, godzina po godzinie

Rozpisałem to tak, jak planuję zmiany w pracy. Z założeniem, że każdy punkt może się przesunąć o pół godziny, a ostatni można skreślić.

  1. 8:00 wyjazd z domu. Śniadanie zjedzone, przekąski w torbie.
  2. 9:20 parking pod Książem.
  3. 9:40-11:15 zamek, trasa zwiedzania.
  4. 11:15-12:00 tarasy i ogrody.
  5. 12:00-13:00 obiad i przerwa.
  6. 13:15 przejazd do Palmiarni, kilkanaście minut autem.
  7. 13:30-14:45 Palmiarnia.
  8. 15:00 wyjazd do domu. Hania śpi w aucie.
  9. 16:30 w domu.

Zrealizowaliśmy to z opóźnieniem trzydziestu pięciu minut, co uważam za wynik zgodny z normą.

Zamek: co zobaczyć, co pominąć

Zamek ma kilka tras zwiedzania i możliwość zwiedzania z przewodnikiem albo samodzielnie. Z przedszkolakiem wybraliśmy wariant podstawowy, bez przewodnika, żeby móc iść we własnym tempie i wyjść, kiedy trzeba.

Najbardziej robią wrażenie wnętrza reprezentacyjne, z wielką salą, lustrami i zdobieniami. Hania szła przez nie w milczeniu, co zdarza jej się rzadko. Potem zadała pytanie, czy tu mieszkają księżniczki. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że kiedyś mieszkała tu jedna słynna księżna. To wystarczyło na kolejne pół godziny pytań.

Z dzieckiem pominęliśmy podziemia pod zamkiem. Są związane z tajemniczą historią z czasów wojny i dla dorosłych ciekawe, ale dla trzylatki ciemne korytarze to raczej atrakcja na koszmar niż na wycieczkę. Wrócimy, gdy podrośnie. Ja chętnie wróciłbym sam, bo inżynieria tych tuneli to temat na osobny wieczór.

Bilety kupiliśmy wcześniej przez internet. W weekendy przy kasach tworzą się kolejki, a z dzieckiem każde piętnaście minut stania to ryzyko.

Tarasy i ogrody

Po zamku tarasy, i to jest punkt obowiązkowy. Zamek otaczają ogrody tarasowe schodzące po zboczu, z fontannami, rzeźbami i widokiem na zalesiony wąwóz. W maju jest tam zielono i kwitnąco, a ścieżki są na tyle szerokie, że wózek przejedzie, choć czasem trzeba go wnieść po kilku stopniach.

Hania biegała między fontannami i liczyła kamienne rzeźby na jednym z tarasów. Liczyła je trzy razy i za każdym razem wychodziło jej inaczej.

Zamek Książ wśród lasów
Zamek Książ wśród lasów

Obiad

Przy zamku są miejsca, gdzie można zjeść, od kawiarni po restauracje. Nie wskazuję konkretnych, bo w sezonie ich oferta i godziny się zmieniają. My zjedliśmy przy zamku coś prostego, bo trzylatka po zamku nie ma cierpliwości na czekanie na obiad dłużej niż dziesięć minut. Druga opcja to kanapki z domu na ławce w ogrodach, całkowicie legalne i dużo tańsze.

Palmiarnia w Lubiechowie

Po obiedzie przejazd do Palmiarni, która należy do tego samego kompleksu co zamek i leży w dzielnicy Wałbrzycha, Lubiechowie. To stara szklarnia z początku XX wieku, z palmami, kaktusami, roślinami tropikalnymi, stawikami i rybami.

Dla dziecka to trafienie w dziesiątkę. Jest ciepło, wilgotno, pachnie ziemią, a za każdym zakrętem czeka roślina większa od Hani. Hania chciała dotknąć każdego kaktusa, więc szliśmy powoli i z rękami trzymanymi przy sobie. Najbardziej podobały jej się ryby w oczkach wodnych i „liść większy od taty”.

Palmiarnia jest dobrym planem na drugą część dnia, bo nie wymaga dużo chodzenia. Godzina, maksymalnie półtorej, wystarcza.

A Stara Kopalnia?

W Wałbrzychu jest też Stara Kopalnia, centrum nauki i sztuki w dawnej kopalni węgla. Byłem tam kiedyś bez rodziny i uważam, że to jedno z ciekawszych miejsc na Dolnym Śląsku dla dorosłych i starszych dzieci. Z trzylatką połączenie Książa, Palmiarni i Kopalni w jeden dzień to jednak przesada. Zostawiliśmy Kopalnię na osobny wyjazd, może jesienią, kiedy będzie padać i przyda się miejsce pod dachem.

Co spakować

Lista z mojej notatki w telefonie:

  • Nosidło albo lekki wózek. Zamek to dużo schodów, ogrody to dużo spacerowania. My mieliśmy oba i używaliśmy obu.
  • Warstwa na zmianę. W zamkowych wnętrzach i w podziemiach bywa chłodno, w Palmiarni gorąco i wilgotno.
  • Woda, przekąski, chusteczki. Standard.
  • Bilety kupione online i sprawdzone godziny otwarcia. Zamek i Palmiarnia mają różne godziny, które zmieniają się w zależności od sezonu.

Czy to za dużo na jeden dzień?

Nie, pod warunkiem że nie próbujecie zobaczyć wszystkiego. Zamek, tarasy i Palmiarnia to ilość w sam raz dla trzylatki. Dorośli mogą czuć niedosyt, ale na tym polega wycieczka z przedszkolakiem. Jeśli szukacie czegoś krótszego i bliżej, polecam tekst Kasi o Ślęży z przedszkolakiem, to dobry test przed dłuższymi wypadami.

Wracając, Hania zasnęła jeszcze na parkingu w Lubiechowie. Obudziła się na Krzykach i powiedziała, że śniła jej się księżniczka w palmiarni. Kasia uznała, że to znaczy, że wycieczka połączyła się w całość. Ja uznałem, że plan zadziałał.

Pisze Paweł

Paweł jest inżynierem w firmie z branży automotive i wszystko ma w arkuszu: czasy dojazdu, godziny zachodów słońca, koszt parkingu. Pisze o wypadach na jeden dzień, wieczorach nad Odrą i o tym, jak ogarnąć miasto bez stania w korku.

Więcej o Pawle

Więcej z kategorii Wypady z Wrocławia

Cała kategoria