Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Plac zabaw w cieniu wysokich drzew

Z dzieckiem 4 min czytania

Place zabaw z cieniem: gdzie iść z dzieckiem w upał

Metalowa zjeżdżalnia w pełnym słońcu o czternastej to nie jest zabawa, to patelnia. Po kilku upalnych latach we Wrocławiu mamy swoje sposoby: parki ze starymi drzewami, godziny, w których się wychodzi, i torbę, która ratuje popołudnie.

Pisze Kasia

W zeszłe lato był dzień, kiedy termometr na naszym balkonie pokazał trzydzieści cztery stopnie w cieniu. Hania stała w drzwiach w sandałach i powtarzała „plac zabaw, plac zabaw”. Poszłyśmy. Na najbliższym placu na osiedlu, nowym, z plastikową zjeżdżalnią w pełnym słońcu i gumową nawierzchnią, nie było nikogo. Po pięciu minutach wiedziałam dlaczego. Zjeżdżalnia parzyła, nawierzchnia oddawała ciepło jak kaloryfer, a jedyny cień rzucała tablica z regulaminem.

Od tamtej pory w upalne dni mamy inne zasady. Nie wybieramy placu zabaw najbliżej, tylko ten, który ma najwięcej drzew. I nie wychodzimy wtedy, kiedy dziecko chce, tylko wtedy, kiedy ma to sens.

Dlaczego nowe place zabaw bywają najgorsze w upał

Nowe osiedla na obrzeżach Krzyków mają często piękne, kolorowe place zabaw. Problem w tym, że drzewa posadzone przy budowie mają kilka lat i dają cień wielkości parasola. Do tego sztuczna nawierzchnia, metal i plastik, które w słońcu nagrzewają się do temperatury, przy której trudno utrzymać rękę.

Stare parki mają przewagę, której nie da się kupić: drzewa, które rosną od kilkudziesięciu albo stu lat. Pod dużą lipą czy kasztanowcem jest odczuwalnie chłodniej niż kilka metrów dalej na słońcu. Piasek w piaskownicy pod drzewami jest chłodny, a nie gorący. Różnica między takimi miejscami w upał to różnica między godziną zabawy a pięcioma minutami płaczu.

Park Południowy: nasz numer jeden

Nie będę oryginalna, bo o tym parku pisałam już w pierwszym tekście o Krzykach. Ale w upał to naprawdę najlepsze miejsce, jakie znamy.

Plac zabaw w Parku Południowym leży wśród starych drzew. Po modernizacji ma bezpieczną nawierzchnię, domki, tunel, huśtawki i sprzęty, z których mogą korzystać także dzieci z niepełnosprawnościami. Najważniejsze jednak dla nas jest to, że duża część placu leży w cieniu drzew przez większość dnia. Do tego blisko jest staw z fontannami, przy którym od wody ciągnie przyjemny chłód.

W upalne dni przychodzimy rano, około dziewiątej, albo po siedemnastej. W południe nawet tam jest za gorąco na bieganie, ale można usiąść na kocu w cieniu i poczytać.

Park Grabiszyński: więcej przestrzeni

Kiedy chcemy zmiany, jedziemy do Parku Grabiszyńskiego. To duży park na pograniczu Krzyków, z kilkoma placami zabaw o różnym charakterze. Nasz ulubiony ma drewniane urządzenia ustawione wśród wysokich drzew, a obok są duże trawniki i ścieżka zdrowia, na której Paweł udaje, że ćwiczy.

Park jest na tyle duży, że nawet w weekend nie ma poczucia tłoku. Hania uwielbia chodzić tam „do lasu”, bo w niektórych miejscach między drzewami rzeczywiście robi się jak w lesie. W upał to spory plus: dziecko biega w cieniu, a my nie musimy pilnować, żeby nie wychodziło na słońce.

Dziecko na huśtawce na placu zabaw w zieleni
Dziecko na huśtawce na placu zabaw w zieleni

Jak rozpoznać dobry plac na upał

Nie wszystkie miejsca znamy, a każda dzielnica ma swoje. Dlatego zamiast listy daję ściągę, po czym poznać, że plac nada się na gorący dzień:

  • Stare drzewa od południa i zachodu. To one dają cień w najgorętszych godzinach. Drzewa od północy nic nie dadzą.
  • Drewniane urządzenia zamiast metalowych. Drewno nagrzewa się dużo mniej. Metalowa zjeżdżalnia w słońcu potrafi poparzyć.
  • Piasek zamiast gumy. Gumowa nawierzchnia jest bezpieczna przy upadkach, ale w słońcu robi się bardzo gorąca. Piasek pod drzewami zostaje chłodny.
  • Woda w pobliżu. Staw, fontanna, rzeka. Nie do kąpieli, ale do patrzenia i do chłodniejszego powietrza.
  • Ławki w cieniu. Rodzic, który siedzi w słońcu, wytrzyma krócej niż dziecko.

O której wychodzić

Nasza zasada jest prosta: w dni powyżej trzydziestu stopni nie wychodzimy na plac zabaw między jedenastą a szesnastą. To wtedy słońce jest najmocniejsze, a nawet w cieniu powietrze stoi.

Wychodzimy rano, przed dziesiątą, kiedy jest jeszcze świeżo. I po siedemnastej, a w najgorętsze dni nawet po osiemnastej, kiedy upał zaczyna odpuszczać. Hania szybko się przyzwyczaiła. W środku dnia jest czas na drzemkę, zabawę w domu przy zasłoniętych oknach, kąpiel w misce na balkonie albo wyjście do miejsca pod dachem.

Co mamy w torbie w upał

Po kilku latach nasza letnia torba wygląda zawsze tak samo:

  • Dwie butelki wody. Jedna do picia, druga do polewania nadgarstków i karku. Serio, to działa.
  • Kapelusz z rondem, nie czapka z daszkiem. Chroni też kark i uszy.
  • Krem z wysokim filtrem, nakładany jeszcze w domu i ponownie po dwóch godzinach.
  • Zapasowa koszulka. Dziecko, które bawi się w upał, jest mokre po kwadransie.
  • Owoce z lodówki w pojemniku. Arbuz i winogrona to nasz hit.
  • Mały ręcznik i klapki, jeśli po drodze jest miejsce, gdzie można zmoczyć nogi.

Kiedy sygnał jest jasny: do domu

Nauczyłam się rozpoznawać, kiedy Hania ma dość, zanim sama to powie. Czerwone policzki, marudzenie bez powodu, siadanie na ziemi w miejscu, gdzie zwykle biega. To znaki, że czas wracać, nawet jeśli minęło dwadzieścia minut. Małe dzieci przegrzewają się szybciej niż dorośli i gorzej to sygnalizują.

W upalne dni miasto potrafi też ustawiać kurtyny wodne i zraszacze w różnych punktach. Jeśli traficie na taką, to dla dziecka jest radość na pół godziny. Tylko trzeba mieć ze sobą zapasowe ubranie, bo wyjście suchą nogą jest niemożliwe.

Na koniec jedna prośba

Jeśli macie wpływ na to, jak wygląda plac zabaw na waszym osiedlu, przez radę osiedla, wspólnotę albo spółdzielnię, walczcie o drzewa. Nie o kolejną zjeżdżalnię, tylko o drzewa i cień. Te posadzone dziś dadzą cień naszym wnukom, ale jeśli ich nie posadzimy, nie da ich nikt.

A my w najbliższy upalny dzień idziemy o dziewiątej do Parku Południowego. Pod lipy. Hania już wybrała sandały.

Pisze Kasia

Kasia uczy angielskiego w szkole podstawowej i patrzy na miasto przez ludzi: kto siedzi na ławce, kto zna dzieci po imieniu, gdzie da się zjeść kolację bez rezerwacji. Pisze o wieczorach, osiedlu i dniach z Hanią.

Więcej o Kasi

Więcej z kategorii Z dzieckiem

Cała kategoria