Od razu do tekstu
Wszystkie wpisy
Menu
Odra we Wrocławiu z mostem o zachodzie słońca

Na wieczór 5 min czytania

Wieczór nad Odrą w kwietniu, zanim otworzą się wszystkie ogródki

W kwietniu słońce zachodzi już koło ósmej, a ogródki dopiero rozstawiają stoliki. To najlepszy moment, żeby nad Odrą usiąść na schodach, a nie przy stoliku. Mój plan na wieczór, z godzinami i listą rzeczy do plecaka.

Pisze Paweł

Mam w telefonie arkusz, który Kasia nazywa „kalendarzem zachodów”. Nic wielkiego: kolumna z datą, godzina zachodu słońca we Wrocławiu i uwaga, czy wieczór nadawał się na wyjście. Prowadzę go od trzeciej wiosny tutaj, kiedy zorientowałem się, że najlepsze wieczory nad Odrą przepuszczaliśmy, bo czekaliśmy na „prawdziwe lato”.

Wniosek z arkusza jest prosty. Druga połowa kwietnia to okno, które łatwo przegapić. Słońce zachodzi już około ósmej wieczorem, więc po pracy i kolacji z dzieckiem jest jeszcze jasno. Nad rzeką jest mniej ludzi niż w maju, a ogródki dopiero się rozkładają. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie usiąść i co mieć w plecaku.

Dlaczego kwiecień, a nie czerwiec

Liczby z mojego arkusza, z pięciu wiosen: w drugiej połowie kwietnia mniej więcej co trzeci wieczór nadawał się do siedzenia nad wodą przynajmniej przez godzinę. W czerwcu prawie każdy, ale wtedy na schodach przy bulwarach trzeba szukać miejsca jak na parkingu pod galerią w grudniu.

Kwiecień ma też jedną przewagę, o której mało kto mówi: światło. Liście na drzewach wzdłuż Odry są jeszcze małe, jasnozielone, więc zachodzące słońce przechodzi przez korony i odbija się od wody bez przeszkód. Zdjęcia robione telefonem wychodzą lepiej niż latem, kiedy wszystko jest już ciemnozielone i zasłonięte.

Minus jest jeden i poważny: temperatura. Za dnia bywa kilkanaście stopni, ale godzinę po zachodzie robi się zimno, a od wody ciągnie. Wrócę do tego w liście rzeczy do zabrania.

Bulwar Dunikowskiego: schody przy samej wodzie

Nasz pierwszy wybór to Bulwar Xawerego Dunikowskiego, po staromiejskiej stronie rzeki. Są tam szerokie kamienne schody schodzące prawie do lustra wody, drzewa za plecami i widok na drugi brzeg z budynkami uczelni i zielenią. Siedzi się twarzą na północ, więc słońce zachodzi po lewej, a woda łapie ostatnie światło.

Z Krzyków dojeżdżamy tramwajem do okolic Placu Dominikańskiego albo Uniwersytetu, potem kilka minut pieszo. Z mojej praktyki: od drzwi mieszkania do schodów wychodzi nam około 25-30 minut. Samochodem nie ma sensu, bo zaparkowanie wieczorem w centrum trwa dłużej niż cała jazda.

Kamień na schodach długo trzyma chłód, więc siadamy zawsze na czymś. O tym za chwilę.

Promenada Staromiejska wzdłuż fosy

Kiedy nad Odrą wieje, a w kwietniu wieje często, przenosimy się nad fosę. Promenada Staromiejska ciągnie się wzdłuż dawnych fortyfikacji, jest osłonięta drzewami i budynkami, a woda w fosie jest spokojna jak w stawie. To mniej widowiskowe niż Odra, ale o dwa, trzy stopnie cieplej, co w kwietniu naprawdę czuć.

Po drodze jest Wzgórze Partyzantów, dawny bastion z tarasami. Z góry widać fosę i dachy, a wejście zajmuje dwie minuty. Dobre miejsce na krótki postój, jeśli spacer ma być ruchem, a nie siedzeniem.

Odra i Ostrów Tumski nocą
Odra i Ostrów Tumski nocą

Mosty o zmroku: kiedy zapalają się światła

Mój ulubiony moment to kwadrans po zachodzie słońca. Niebo jest jeszcze granatowe, a na mostach zapala się oświetlenie. Most Grunwaldzki, z jego charakterystycznymi pylonami, wygląda wtedy najlepiej z brzegu, z pewnej odległości, a nie z samego mostu.

Jeśli macie czas tylko na jedną rzecz, zróbcie tak: usiądźcie nad wodą pół godziny przed zachodem, poczekajcie, aż zgaśnie słońce, i dopiero wtedy ruszcie wzdłuż rzeki. Po piętnastu, dwudziestu minutach dojdziecie do miejsca, z którego widać oświetlone mosty. To najtańszy i najładniejszy wieczór, jaki znam we Wrocławiu.

Ogródki: co jest otwarte w kwietniu

Większość lokali przy bulwarach rozkłada ogródki stopniowo. W kwietniu część już działa, część stoi jeszcze pod plandeką, a część otwiera się tylko w ciepłe weekendy. Nie podaję nazw, bo co roku to się zmienia, a nie chcę, żebyście jechali przez pół miasta pod zamknięte drzwi.

Moja zasada: nie planuję wieczoru wokół konkretnego ogródka. Planuję miejsce nad wodą, a ogródek traktuję jako bonus na koniec, jeśli będzie otwarty i jeśli zrobi się za zimno na siedzenie na schodach. Herbata z termosu smakuje nad rzeką tak samo dobrze jak ta za kilkanaście złotych.

Co mamy w plecaku

Po kilku wieczorach, z których wróciliśmy przemarznięci, wypracowaliśmy stały zestaw. Waży mniej więcej trzy kilogramy i mieści się w jednym plecaku:

  • Dwie cienkie maty albo składana karimata. Kamienne schody nad wodą są zimne nawet po ciepłym dniu. Koc wystarczy na trawę, na kamień nie.
  • Termos na litr. Herbata z imbirem albo kakao. Litr wystarcza dla dwóch dorosłych na dwie godziny.
  • Czapka i coś z długim rękawem na później. Różnica między godziną przed zachodem a godziną po potrafi wynieść dziesięć stopni.
  • Latarka czołówka. Docenicie ją przy pierwszym zejściu po schodach w ciemności z kubkiem w ręce.
  • Worek na śmieci. Nad rzeką koszy jest mniej, niż ludzi. Zabieramy swoje.

Z dzieckiem czy bez

Hania ma trzy lata i zasypia około wpół do ósmej, więc kwietniowe zachody słońca to dla nas zwykle wyjście „na zmianę” albo z babcią, gdy teściowie przyjeżdżają z Opola na weekend. Kilka razy wzięliśmy ją jednak ze sobą, w wózku z grubym śpiworem. Zasnęła przy szumie wody szybciej niż w łóżku, a my mieliśmy godzinę dla siebie.

Jeśli idziecie z dzieckiem, uważajcie na schody przy samej wodzie. Nie mają barierek od strony rzeki, a trzylatek potrafi zrobić trzy kroki szybciej, niż zdążycie odstawić kubek. My siadamy wtedy na górnych stopniach albo na trawie za nimi.

Mój plan na jeden wieczór

Dla tych, którzy lubią konkret, rozpiska z ostatniego kwietniowego wyjścia:

  1. 18:45 wyjście z domu, tramwaj do centrum.
  2. 19:15 schody na Bulwarze Dunikowskiego, maty, termos.
  3. Około 19:50 zachód słońca. Siedzimy dalej.
  4. 20:10 spacer wzdłuż rzeki w stronę oświetlonych mostów.
  5. 20:45 ogródek, jeśli otwarty, albo od razu powrót.
  6. 21:30 w domu.

Trzy godziny, koszt: dwa bilety w obie strony i herbata z domu. Kasia twierdzi, że to był nasz najlepszy kwietniowy wieczór od lat. W arkuszu zaznaczyłem go na zielono.

Pisze Paweł

Paweł jest inżynierem w firmie z branży automotive i wszystko ma w arkuszu: czasy dojazdu, godziny zachodów słońca, koszt parkingu. Pisze o wypadach na jeden dzień, wieczorach nad Odrą i o tym, jak ogarnąć miasto bez stania w korku.

Więcej o Pawle

Więcej z kategorii Na wieczór

Cała kategoria